Kwestie związane z tłumaczeniem tytułów filmowych już od dawna są przedmiotem licznych dyskusji, nie brakuje przy tym krytyków negatywnie wypowiadających się na temat wieku osiągnięć autorów przekładów. Sami dystrybutorzy uważają jednak, że w wielu przypadkach wspomniana krytyka jest niesłuszna, inteligentny przekład nie jest bowiem tym, czego oczekuje się od
tytułu kasowego filmu. Publiczność decyduje się na obejrzenie konkretnego obrazu zwabiona przez aktora lub aktorkę grających w nim główne role, przekonuje ja przy tym ciekawa kampania reklamowa i inteligentny zwiastun. Wyszukany tytuł ma więc co najmniej trzeciorzędne znaczenie. Czy jednak oznacza to, że tytuły mogą być tłumaczone w sposób bezmyślny? Mówiąc o sztuce przekładu wielokrotnie akcentuje się to, że powinien on uwzględniać nie tylko zasady stylistyki i gramatyki, ale również specyficzne dla danego kraju uwarunkowania historyczne oraz kulturowe. Zasada ta dotyczy również tytułów filmów będących przecież swoistymi ich reprezentantami na rynku.
Być może nie oceniamy już filmu wyłącznie po tytule, nadal jednak wyciągamy na jego podstawie pewne wnioski, gdy nie jest więc atrakcyjny, łatwiej jest nam przeoczyć tego rodzaju produkcje. Tytuł powstaje zatem w służbie filmu i w jakimś stopniu informuje nas o jego treści, decyzja o tym, czy pozostawimy go w klasycznym brzmieniu, czy tez zdecydujemy się na jego spolszczenie powinna być wiec podejmowana na tej podstawie. Co ciekawe, już od jakiegoś czasu za tytułami obcych filmów wcale nie stoją zawodowi tłumacze, tych ostatnich wypierają bowiem osoby zawodowo zajmujące się kampaniami marketingowymi. Ba, niekiedy sam dystrybutor definiuje jednoznacznie
swoje oczekiwania i liczy na to, że doczeka się ich spełnienia. Niektórym widzom faktycznie jest dość obojętne to, jaki jest tytuł filmu, na który idą, można jednak zastanowić się nad tym, czy jest to argument wystarczający, aby usprawiedliwić pewną niechlujność twórców przekładów. Nie można zaprzeczyć temu, że dystrybucja filmu to coraz większy biznes, wiąże się przy tym z inwestowaniem sporych pieniędzy. Często kojarzy się również z brakiem czasu, a przecież nie są to warunki idealne z punktu widzenia osób kreatywnych. Właśnie taka sytuacja rodzi tytuły, które przechodzą do legendy nie dlatego, że są trafione, ale przede wszystkim z uwagi na to, że ich twórcy przekroczyli granice absurdu, lenistwa lub po prostu dobrego smaku. Tytuły filmów nie muszą być wybitnymi osiągnięciami artystycznymi, ale czasem naprawdę nie wymaga większego wysiłku połączenie aspektu promocyjnego i inteligentnego przekładu. Oczywiście, nie można popadać w przesadę i krytykować tak braku kreatywności, jak i jej obecności w tytule. Nie każdy tytuł musi być kalka z języka angielskiego, wierne odwzorowanie wcale nie jest bowiem wyznacznikiem jego trafności.